Kontynuując serię gościnnych wpisów na blogu zapraszamy do zapoznania się z artykułem Dr Joanny Femiak.

PTI1JFDr Joanna Femiak (psycholog, trener, filozof) jest autorką jedynego w Polsce programu szkoleniowego dedykowanego właścicielom szkół językowych. Akademia Zarządzania dla Właścicieli i Metodyków Szkół Językowych jest realizowana przez Personnel Training Institute (www.pti.edu.pl) – który specjalizuje się w szkoleniach i projektach doradczych dla firm bazujących na potencjale intelektualnym pracowników (szkoły, wydawnictwa, firmy branży IT, laboratoria, apteki);

 

Kiedy nauczyciel podejmuje decyzję o założeniu własnej szkoły, przeważnie ma za sobą doświadczenie w nauczaniu, czuje się pewnie jako lektor, wie jak powinna wyglądać dobra lekcja, ma tez swoje ulubione grupy wiekowe. Jednak bywa tak, że nauczanie przestaje być dla niego wyzwaniem, stymulacją, sytuacją w której może zrealizować swoje pomysły i poczuć się decyzyjnym i autonomicznym. Przychodzi moment, że nauczyciel dojrzewa do decyzji założenia własnej szkoły. Na początku zakłada, że będzie mógł stworzyć środowisko pracy, w którym on sam i jego koledzy będą mieć przychylne warunki pracy, a klienci oryginalne, kreatywne i skuteczne zajęcia. Wysiłek założenia szkoły, dla osoby która do tej pory całe swoje życie zawodowe spędziła raczej przy tablicy, i ma bardzo ograniczone środki finansowe jest ogromy i ryzykowny. Pasja jednak, potrzeba nowych wyzwań, ale i umiejętność nawiązywanie kontaktów z ludźmi sprawia, że z wiarą w sukces – jest on podejmowany.

Pierwszy krok to dopiero początek

Jeśli szkoła przetrwa pierwszy rok i we wrześniu wrócą do niej klienci jest to powód do radości. To oznacza, że właściciel w przeciągu roku nie tylko dobrze uczył i dbał o jakość nauczania kolegów, oznacza również, że posiadł kompetencje marketingowe i sprzedażowe. Oczywiście kompetencje te są rozwijane intuicyjnie na polu walki, w konsultacji z kolegami rodziną. Właściciel szkoły językowej w jej początkowych latach działa intuicyjnie, często nie ma profesjonalnego wsparcia głównie dlatego, że nie wie o jego istnieniu (myśl: ”co ktoś może wiedzieć o mojej firmie pod Poznaniem?” go w tym utwierdza), albo z powodów finansowych. Właściciel nie zawsze jest świadom natury swojego biznesu, poznaje go każdego dnia, uczą go i współpracownicy i klienci rzeczywistości przedsiębiorcy. W początkowych latach wiele godzin uczy, ale po 3,4 latach okazuje się, że brakuje czasu na spanie, na refleksje nad planem marketingowym, na dom, rodzinę. Branża języków obcych zdominowana jest przez kobiety, chęć i otwartość na łączenie obowiązków zawodowych i rodzinnych powoduję, że czasu i sił jest mniej i mniej. Równocześnie firma się rozrasta, już na rynku lokalnym przetrwała 3-4 lata, powód do dumy i radości jest. Jednak właściciel właścicielka często boi się zatrudnić metodyka, lub asystentkę, boi się, „że pozna wszystko i założy swoja szkołę obok”; Oczywiście, że jest to możliwe. Znam sytuacje, gdzie lektorka założyła swoją szkołę po drugiej stronie ulicy. I co? I w sytuacji, o której mówię panie układają tak plany aby te same grupy wiekowe mogły w poniedziałki i środy być w jednej szkole, a środy i piątki w drugiej. Co pozwala im wysyłać do siebie wzajemnie klientów. Atmosfera współpracy sprzyja edukacji.

Też w dużych firmach często zatrudniane są dwie szkoły, ze względów np. strategicznych, i są poproszone o współprace i co? Współpracują, razem organizują imprezy, zapraszają do kolejnych kontraktów gdzie musi być druga szkoła. Tak, jest to możliwe. Środowisko szkół języków obcych, mimo wymagających czasów jest otwarte i świadome korzyści ze współpracy.

Szkoły językowe, to biznes lokalny i oczywiście, że bywa różnie. Znam sytuacje gdzie szkoły będąc w jednej franczyzie bardzo ze sobą rywalizują. Ale jednak będę podtrzymywać tezę, że branża szkól językowych jest niezwykle otwarta na wiedzę, współpracę i nowości.

Właściciel szkoły musi sprostać coraz większym wymogom organizacyjnym, aby zarządzać szkołą. Uczy się zupełnie nowych dla siebie zasad zarządzania ludźmi. Zazwyczaj na początku stosuje matriarchat albo paternalizm. Jednak szybko okazuje się, że nie ma ochoty aby jego pracownicy zachowywali się jak dzieci, a on jak dobry rodzic. Wtedy zaczyna szukać sposobu aby o szkołę, dbali wszyscy, bowiem jest to wspólne środowisko pracy, dające utrzymanie. Zastanawia się jak sprawić, aby pracownik miał dużą swobodę. Okazuje się, że obdarzenie współpracowników zaufaniem nie jest takie proste.

Wymagające środowisko

Lektorzy języków obcych często są niezwykle utalentowanymi ludźmi. Oznacza to, że jak każdy talent kochają autonomię, wyzwania i słowa uznania. To jest pracownik wymagający, stworzenie dla niego warunków pracy, w których będzie miał motywację, nie dopadnie go nuda i wypalenie, a jednocześnie się choć trochę utożsami ze szkołą, zdyscyplinuje i będzie o czasie oddawał raporty – to jest wyzwanie dla właściciela. Szkoła jak każda firma, która sprzedaje potencjał intelektualny swoich pracowników – troszczy się o to aby nauczyciele nie tylko się rozwijali, lecz także aby swój potencjał zamieniali na doskonały produkt firmy. Stąd też, nauczyciele w szkołach językowych mogą skorzystać z wielu szkoleń, hospitacji, konsultacji, po to by reprezentować szkołę jak najlepiej. Czy korzystają z tego wsparcia to inna sprawa, ale i tu chce powiedzieć, że tak szkolącego się środowiska nie znam. Ilość spotkań organizowanych przez wydawnictwa, organizacje wspierające branżę jest ogromna. Zaskoczyć wiedzą, przydatną w branży, wściela szkoły lub nauczyciela nie jest łatwo.

Właściciel szkoły na drodze ewolucji

Nauczyciele, właściciele szkól – to przeważnie obywatele świata. Zapaleni podróżnicy, kochający zmiany otoczenia. Dlaczego? Bo pewnie się czują w innych kulturach, świetnie znają języki, historię, obyczaje innych krajów. To środowisko, obfituje w osobowości, które przemierzają na piechotę szlak Santiago de Compostela, a zaszywają się gdzieś na trzy miesiące w wiosce meksykańskiej (by być bliżej ludzi), jadą w poszukiwaniu najlepszego wina do Kazachstanu, albo na studia do wioski buddyjskiej.

Przy tej otwartości na przygodę, budowanie swojej firmy dzień po dniu, z mrówczą konsekwencją, jest nie lada wyzwaniem. I wielu właścicieli tego nie wytrzymuje. Są jednak osoby, które mają sukcesy, tworzą środowiska lokalne, które w miastach i miasteczkach przybliżają odległe kultury, oswajają z innością, podkreślając jednocześnie wyjątkowość kultury rodzimej.

Właściciele szkól językowych rozwijają się wraz ze szkołą, a szkoła z nimi. Tworzą nowe produkty, organizują kolonie, otwierają przedszkola i szkoły. Po kilku latach rezygnują często z nauczania, stają się przedsiębiorcami czyli po trosze finansistami, prawnikami, specjalistami od marketingu, sprzedawcami. Oddelegowanie ról w firmie trwa długo. Zazwyczaj właściciele najpierw przestają uczyć (oczywiście nie zawsze i nie wszędzie, są tacy którzy dla urealnienia się chcą mieć ciągły kontakt z uczniem), potem delegują obsługę sekretariatu, potem kontrolę jakości – czyli metodyka. W szkołach, które współpracują z biznesem po metodyku bywa zatrudniany handlowiec. Marketing na lata pozostaje w twórczych dłoniach właściciela szkoły.

Szkoły językowe, to często biznes rodzinny. Znam szkołę, w której pracuje dziadek, mama, ojciec, i wnuczęta. I byłam świadkiem sytuacji gdzie właśnie dziadek pochylił się nad 9 letnim uczniem, który miał wątpliwości czy wejść do sali czy nie (bał się że nic nie zrozumie), starszy pan powiedział: wiesz co synku, nie przejmuj się, w uczeniu się języków jest najważniejsze, mówienie, aby nie bać się mówić, a ty przecież mówisz” – piękna wzruszająca scena. Szkoły językowe w naszym kraju to także pomysł na franczyzę lub licencję. Istnieje już wiele znanych na rynku marek szkól, które można otworzyć na zasadzie franczyzy. Jest to zazwyczaj forma, wykorzystywana przez tych, którzy nie są nauczycielami, lecz maja pomysł i zasoby finansowe.

Szkoły językowe, tworzą cenne miejsca pracy, ich właściciele potrafią dotrzeć do miasteczek i wsi, do odległych dużych miast, a ich pracownicy dojeżdżają czasami wiele kilometrów aby odbyć zajęcia. Podobnie jest w Warszawie. Nauczyciele dojeżdżają do firm np. na 7.00 rano, a firmy często mają siedziby na obrzeżach miasta. To pokazuje, jak rózne są warunki pracy nauczycieli, a właściciel musi sobie dać z tym radę na poziomie organizacyjnym i motywacyjnym pracownika.

O ile rodzice, którzy posyłają swoje dzieci do prywatnych szkól językowych, robią to ze świadomością wagi, edukacji dziecka, (często ta inwestycja wymaga wielu wyrzeczeń całą rodzinę), to dyrektorzy HR do edukacji językowej mają zgoła odmienne podejście. Usługi językowe stawiane są na równi z basenem czy siłownią. Mimo, że z perspektywy budżetu dzisiaj bardziej opłaca się wykupić kurs angielskiego, niż karnet w dobrym klubie fitness, to mówienie językami było i jest umiejętnością, w pewnym sensie wyjątkową. Znajomość języków obcych (np. łaciny i greki) wyróżniała społecznie, świadczyła o możliwościach finansowych rodziny, poziomie edukacji. Dziś natomiast ułatwia podróże, rozwój i jest niezbędna w wielu miejscach pracy we współczesnym świecie.

 

Od nauczyciela do menadżera – czyli o procesie rozwoju właściciela szkoły języków obcych (Personel Plus 09- Rynek konferencji i szkoleń Jesień 2013)

(artykuł pojawił się w dodatku do Personelu Plus “Rynek konferencji I szkoleń” Jesień 2013)